Prawdopodobnie chyba każdy szanujący się gracz zna pannę Larę Croft - piękna i inteligentna, jedna z najbardziej znanych wirtualnych kobiecych postaci. Nie jest to zaskakujące, że po sukcesie rebootu serii z 2013 roku, twórcy postanowili jeszcze na dokładkę nakręcić nowy film o przygodach młodej archeolożki. W końcu ostatnia produkcja spod szyldu Tomb Ridera wyszła ponad 15 lat temu, a świeże pieniążki zawsze miło jest przytulić.
Poniższa recenzja skupia się głównie na aspektach, jak dobrze udało się odwzorować grę - w końcu tylko po to poszłam do kina, by zobaczyć jak filmowcom udało się ująć na ekranie historię początków Lary. Ponoć to ekranizacja, prawda?
Pierwsza rzecz, która sprawiła ból w moim małym nerdowskim serduszku, pojawia się już na samym początku - w tej części Lara Croft nie jestem archeologiem! Ba, nie jest nawet studentką archeologii, tylko uwaga - kurierem! I to w dodatku kurierem na rowerze! Ja pierdolę, kto wpadł na taki genialny pomysł, by zerwać z tradycją i zabrać Larze jej profesję, będącą dosłownie jej drugim imieniem! Kogoś tutaj chyba ostro popierdoliło...
Poniższa recenzja skupia się głównie na aspektach, jak dobrze udało się odwzorować grę - w końcu tylko po to poszłam do kina, by zobaczyć jak filmowcom udało się ująć na ekranie historię początków Lary. Ponoć to ekranizacja, prawda?
Pierwsza rzecz, która sprawiła ból w moim małym nerdowskim serduszku, pojawia się już na samym początku - w tej części Lara Croft nie jestem archeologiem! Ba, nie jest nawet studentką archeologii, tylko uwaga - kurierem! I to w dodatku kurierem na rowerze! Ja pierdolę, kto wpadł na taki genialny pomysł, by zerwać z tradycją i zabrać Larze jej profesję, będącą dosłownie jej drugim imieniem! Kogoś tutaj chyba ostro popierdoliło...